niedziela, 22 sierpnia 2010

Sierpniowa Lubelska Masa Krytyczna

Czyli comiesięczny przejazd rowerzystów przez Lublin. Jak zwykle w ostatni piątek miesiąca, start z Placu Litewskiego o godzinie 18, a meta przy ratuszu. Do uczestnictwa potrzebny jest jedynie sprawny technicznie rower i wyrażona bądź wewnętrzna chęć jazdy w grupie.

Lubelska Masa Krytyczna

Wszyscy z nami rowerami!

Podyskutować na temat masy można pod tym linkiem.

Oczywiście masa krytyczna jeździ też w innych miastach, więc zachęcam was czytelnicy moi do rozejrzenia się w swoim mieście :)

piątek, 16 lipca 2010

Uwaga na lasy!

Pozwalam sobie, paskudnie i bez wyraźnego pozwolenia przekleić tutaj zamieszczony na forum post drakena. Co prawda stali czytelnicy tego bloga już to widzieli i czytali, ale może jednak jakiemuś zbłąkanemu internaucie ta wiedza się przyda:

[quote="draken"]Inny horror przeżywają gospodarze lasów. Już od dłuższego czasu na większości obszarów lesnych utrzymuje się najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Wiele nadleśnictw wprowadziło okresowe zakazy wstępu do lasów.

Zagrożenie pożarowe mierzone dzięki sieci monitoringu można sprawdzać TUTAJ i TUTAJ
Mapę obszarów objętych zakazem wstępu do lasów macie TUTAJ

Wiele osób narzeka na leśników, że takie zakazy są wprowadzane. Jednak sytuacja jest naprawdę bardzo trudna. Na moim terenie wilgotność ścioły leśnej rano wynosi już od kilku dni poniżej 10%. To mniej niż papier trzymanych w domu książek. Dodajcie do tego opary lotnych związków pochodzące z żywicy. Naprawdę wystarcza niedopałek, a czasami nawet i tego nie trzeba.
Jeden z naszych pożarów tegorocznych, to samozapłon mrowiska.

Zdaję sobie sprawę, że w wakacje każdy chciałby się nacieszyć przyrodą, no ale czasami po prostu nie da się inaczej. Jeżeli jednak znajdziecie się w lesie objętym zakazem, czy to z niewiedzy, że taki zakaz wprowadzono, czy rozmyślnie (bo przecież ja nic złego nie zrobię) a zostaniecie złapani przez Straż Leśną - polecam nie dyskutować, tylko wyrazić skruchę i oddalić się poza las. Ustawowo przewidziany mandat to od 50 do 500 zł. Zwykle klient nieawanturujący się jest pouczany po prostu i spisywany (do czego Straż Leśna oraz Służba Leśna ma pełne prawo).

Acha - o zakazie na danym terenie zawsze informowane są lokalne media, urzędy gminne, miejskie i powiatowe, w miejscach wjazdu dróg w kompleksy leśne ustawia się tablice informacyjne, we wsiach umieszcza się informacje w sklepach i na tablicach ogłoszeń, przekazuje się je parafiom, ośrodkom zdrowia etc.

Jeszcze jedno - z pożarem w lesie nie ma żartów. W drzewostanie sosnowym, ściana ognia (udokumentowane) potrafi przemieszczać się z prędkością do 60 km/h. Na leśnej drodze nawet samochodem ciężko jest uciec.[/quote]

środa, 7 lipca 2010

Koleją na wakacje

“Koleje kuszą letnią ofertą”, taki nagłówek można przeczytać sobie na gazeta.pl oraz przewozyregionalne.pl i intercity.pl. Nic tylko przyklasnąć, oto wyjście do klienta! Oto wspaniała oferta! Brać wybierać i jechać! Nawet na Syberię można sobie pojechać.

I tylko w tym całym pięknym obrazie jest jedna mała dziura. Albo nawet spora dziura. Wystarczy poszukać połączeń w internetowym rozkładzie jazdy, czy poczytać owe newsy, żeby zobaczyć, że dziura nosi nazwę Lublin i południowy-wschód Polski. Chcesz jechać nad morze z Łodzi, Warszawy, Poznania, Krakowa? Proszę bardzo! Bezpośrednie pociągi do Trójmiasta, Świnoujścia czy Zakopanego. Chcesz pojechać z Lublina w Bieszczady? Proszę bardzo – do Ustrzyk Dolnych – trzy przesiadki, pociągi osobowe, najkrótszy czas przejazdu: 17 godzin. Do Mrągowa? Sorasy, nie da rady. Do jastarni? O! Bezpośredni! Ale chwyla… wyjazd 16:25, przyjazd 6:18, cała noc w pociągu. Ale przecież turyści nawykli do takich drobnych niewygód, prawda? A dzieci niech się przyzwyczajają.

Nie wiem, może to tylko moja frustracja wynikająca z braku samochodu, ale jak patrzę na połączenia kolejowe z Lublina dokądkolwiek, to nierzadko dochodzę do wniosku, że polska kolej ma  wschodnią część kraju głęboko w okolicy okrężnicy. Smutne.

piątek, 11 czerwca 2010

Upał...

Upał daje się we znaki wszystkim. Gorąco siada ludziom na głowy i w połączeniu z temperaturą plenerowych imprez wyborczych o popuszczenie nietrudno. W Lublinie w zeszłą sobotę na placu Litewskim spotkały się dwie imprezy polityczne: "piknik rodzinny" zorganizowany przez Palikota i spotkanie z kandydatem Kaczyńskim. Niby nic, zwykła przepychanka między PO i PiS, ale przy okazji wyszło jak bardzo niektórym w naszym pięknym kraju polityka wspomagana temperaturą gotuje ludziom zwoje mózgowe. I to z obu stron.

Tutaj zwolenniczka PiS atakuje przeciwnika z PO drąc mu kartkę z agitacyjnym napisem. Z drugiej strony babka wrzeszczy co to by nie zrobiła Kaczyńskiemu jakby miała pałę.

A postronnemu obserwatorowi się przykro robi, że zamiast korzystać z pogody, pójść z rodziną na spacer, pojechać nad Zalew Zemborzycki, pójść na rower, ludzie wolą iść na wiec dwóch cymbałów i robić z siebie idiotów.

A tak apropos wyborów

Sors: http://moronail.net/img/5038_vote-cthulhu-because

wtorek, 1 czerwca 2010

Podsłuchane na jamendo 9

Muzyka Adama Certamena Bownika kojarzy mi się bardziej z typem muzyki spokojnej, nastrojowej, kosmicznej. Album Ecosphere lubelskiego artysty z kręgu muzyki elektronicznej, jest inny, dynamiczny, mocniejszy, ale jednocześnie jak każdy jego album jest intrygujący brzmieniowo. Jednocześnie, można powiedzieć, że słychać w nim wypracowany w tak wielu poprzednich albumach styl, który powinien się spodobać wszystkim dotychczasowym fanom Adama.

poniedziałek, 24 maja 2010

Klawiatura Dvoraka

Uproszczony układ klawiatury Dvoraka (Dvorak Simplified Keyboard), to bardzo interesująca rzecz. Teoretycznie, jest to układ lepszy od najpopularniejszego obecnie QWERTY (układ Sholesa), a jednak mimo że został opracowany jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, nie przebił się do masowej produkcji. W dobie komputerów i łatwego przełączania układów klawiatury zdobywa on jednak (powoli, bo powoli) pewną popularność.
Podstawową cechą tego układu jest to, że znaki rozłożone są na klawiaturze z uwzględnieniem częstotliwości ich występowania, tak więc w rzędzie środkowym, “domowym”, na którym ręce powinny spoczywać w momencie nie pisania, umieszczone są litery występujące w danym języku najczęściej. W rzędzie górnym, znaki trochę mniej używane, a w dolnym, najtrudniejszym do uzyskania, są znaki stosowane najrzadziej. Dzięki takiemu układowi minimalizuje się ilość ruchów potrzebnych do wpisania tekstu (szczególnie ruchów pomiędzy wierszami). Zaletę klawiatury widać, gdy zanalizuje się ilość uderzeń w wierszu w przeciętnym tekście – w układzie Dvoraka, 70% uderzeń przypada na wiersz domowy, podczas gdy w układzie QWERTY jest to zaledwie 32%.[1] W bardzo dużym uproszczeniu oznacza to tyle, że 70% tekstu wpisywanego z użyciem klawiatury Dvoraka odbywałoby się bez konieczności zmiany rzędu przycisków.
Do zalet tej klawiatury należy przede wszystkim zmniejszenie zmęczenia rąk podczas pisania długich tekstów, a także szybkości. Ta druga zaleta zaowocowała uzyskaniem przy pomocy układu Dvoraka rekordu Guinessa w szybkości wpisywanego tekstu.
Wadą tego układu jest to, że został on opracowany w oparciu o dane dotyczące języka angielskiego, przez co zastosowanie w innych językach wymaga jego modyfikacji (w przeciwnym wypadku tracimy zalety wynikające z dopasowania położenia klawiszy do częstości ich użycia).
Próbowałem ostatnio znaleźć układ Dvoraka w wersji zoptymalizowanej dla języka polskiego. Okazało się to nie takie proste, ponieważ gros użytkowników używa niezmodyfikowanej wersji angielskiej z polskimi diakrytykami uzyskiwanymi za pomocą klawisza alt. Jak pisałem wyżej, stosowanie takiego układu nie wydaje się być zbyt sensowne, jako że częstości występowania liter w języku polskim różnią się od języka angielskiego (ORLY? też mi odkrycie, nie? :P)
Postanowiłem spróbować sam ułożyć taką klawiaturę. Niestety nie jestem naukowcem i nie mam możliwości przeprowadzenia odpowiednich badań, więc skorzystałem z linii najmniejszego oporu i wykorzystując dane opublikowane na stronie http://www-users.mat.uni.torun.pl/~krypto/zasoby/wlasn_stat_liter.htm przełożyłem litery według częstotliwości ich występowania. Układ Dvoraka dla języka polskiego w moim wykonaniu wygląda tak:
PL_Dvorak  (rys. na podstawie: http://en.wikipedia.org/wiki/File:KB_United_States_Dvorak.svg)

Nie jest to w żaden sposób układ dopracowany, raczej wstępna propozycja, jak widać diakrytyki są nadal uzyskiwane za pomocą klawisza alt, a znaki interpunkcyjne i numeryczne są umieszczone jak w oryginalnym układzie angielskim, ale może ktoś kiedyś znajdzie ten wpis i zechce się pobawić w jego dopracowanie? Jeśli ktoś ma chęci i możliwości, to jak to mówią na zachodzie: feel free to do it. Osobiście też jeszcze z tym powalczę w ramach możliwości i czasu.

Dodatkowo załączam paczkę z instalatorem tego układu dla systemów Windows (łącznie z plikiem źródłowym dla MKLC), a jak znajdę odpowiedni soft, to przygotuję też paczkę dla linuksa.
Jeszcze tylko się nauczyć tego czegoś i będzie git :P

PL_Dvorak_Win.zip

Tolerancja!

W ostatnią sobotę w Lublinie było ciepło. Pogoda całkiem ładna, deszcz nie padał, a w centrum Lublina narobiło się manifestacji. Dwie legalne i jedna niekoniecznie. Na czele maszerował pochód ONR, za nimi bębniarze z Lubelskiego Porozumienia Na Rzecz Tolerancji, a w całość zamieszali się jeszcze jacyś luźni działacze antyfaszystowscy, którzy zablokowali Krakowskie Przedmieście i musiała ich stamtąd ściągać policja.

Samo wydarzenie nie byłoby w sumie warte jakiejkolwiek wzmianki, ot maszerują sobie, niech im tam. ONR nawet zmądrzało chyba, po powstrzymali się od jawnych wrzut na Żydów i od pozdrawiania “tradycyjnym pozdrowieniem polskich narodowców” (to w żadnym wypadku nie Heil Hitler! Ani trochę, nie, wcale a wcale!). LPRT z kolei szło sobie z tyłu i bębniło, wszyscy wrzeszczeli jakieś hasełka, jak to na tego typu imprezach. Dymu wielkiego nie było, szyby nie leciały, opony nie płonęły, było na pewno spokojniej, niż gdyby przyjechali stoczniowcy albo górnicy.

Takie okazje jednak wywołują u mnie, jak zresztą u każdego szanującego się relatywisty moralnego, kocioł z wątpliwościami. Gdzie leży granica tolerancji? Sytuacja w pewnym momencie przedstawiała się w ten sposób, że grupa blokująca Krakowskie darła się o tolerancji i że “faszyzm nie przejdzie”, na co narodowcy odkrzykiwali coś w stylu “właśnie widać waszą tolerancję”. Ta krótka wymiana wrzasków idealnie pokazuje główną słabość filozofii tolerancyjnej: skoro jesteś tolerancyjny, to rób to do końca i nie zabraniaj niczego nikomu itd. itp. Ja, moralny relatywista, mam z tym niejaki problem, bo z jednej strony rozumiem sens tej argumentacji. Jest on zasadniczo słuszny, skoro wyznaję różnorodność światopoglądową i wolność słowa, to nie powinienem zabraniać zabierania głosu osobom o światopoglądzie przeciwnym do mojego, zgodnie z zasadą, że nienawidzę twoich poglądów, ale dam się posiekać za twoje prawo do ich głoszenia.

Z drugiej znowu strony, czy powinienem dopuszczać do głosu ludzi, którzy mniej lub bardziej otwarcie wyrażają poglądy ksenofobiczne, stylizują się na tych, którzy doprowadzili do wymordowania wielu milionów bezbronnych ludzi i rozpętali najgorszą wojnę poprzedniego stulecia? Czy powinienem tolerować ludzi, którzy jawnie chcą rozlewu krwi, sami o sobie twierdzą, że są gorsi od faszystów i gdyby mogli, wprowadzili by politykę, kto wie czy nie gorszą niż apartheid w RPA?

Gdzie należy postawić granicę? Czy powinienem dopuścić ich do głosu i ryzykować, że znajdą się osoby, które zechcą wprowadzić w czyn głoszone przez nacjonalistów założenia? Czy może zastosować prewencyjną cenzurę? Wyłapać, schować, zamilczeć. Nie ma problemu, nie istnieje, zniknął. Cenzura już była i nikomu normalnemu nie będzie śpieszno jej na nowo wprowadzać, tym bardziej, że na dobrą sprawę gówno daje.

Na koniec jeszcze przemyślenie natury ogólnej: w całej tej sytuacji najciekawszy jednak jest fakt, że podczas gdy manifestacje sobie maszerowały, blokowały itp. w ogródkach na Krakowskim Przedmieściu siedzieli sobie zwykli, przeciętni ludzie, pili piwo, jedli lody i obserwowali cały ten cyrk. I ani ONRowcom, ani antyfaszystom nie wpadło w ogóle do głowy, że ci wszyscy ludzie, mieli ich głęboko gdzieś. Że przeciętny człowiek ma w nosie hasła zarówno jednej, jak i drugiej strony, bo podstawowym pragnieniem przeciętnego człowieka, od tysięcy lat, jest przede wszystkim spokój. Możliwość pracy bez zastanawiania się, czy przypadkiem gdzieś ktoś nagle nie zacznie latać i szukać w załodze fabryki Żydów, nazistów, czarnych i kosmitów, żeby ich wywalić z pracy za niewłaściwe poglądy/narodowość/kolor skóry/ilość oczu. Brak lęku przed tym, że jakiś zdebilały dyktator wywoła sobie wojenkę. ONRowi nie dało nawet do myślania to, że na hasło “Polacy! Chodźcie z nami” nie zerwały się nagle tłumy ludzi.

A mi przyszło do głowy, że zamiast wrzeszczeć swoje hasełka i bębnić, zarówno nacjonaliści, jak i antyfaszyści mogliby pójść gdzieś i zrobić coś konstruktywnego, na przykład pójść do pobliskich lasów i wyzbierać śmieci. Zysk dla wszystkich: czysty las w którym Polacy i inni mogliby sobie spacerować ciesząc się wiosną, a także spokój dla ludzi w centrum, którzy nie musieliby wysłuchiwać wrzasków pod oknami.

A ONR i antyfaszyści mieliby zajęcie, dzięki któremu nie lęgły by im się w mózgach durne pomysły…