sobota, 3 listopada 2012

Wiosłem w linuxa czyli gra gitara!

Czyli linux dla gitarzystów. No, może nie tyle linux co dwie aplikacje działające pod tym systemem (wiem, więcej jest ich, ale ja na razie przedstawiam dwie, czy będzie więcej, pożyjemy - zobaczymy). Pierwsza z nich, to  Guitarix - wirtualny "piec" gitarowy z możliwością dokładania efektów. Krótko mówiąc piec z dołączonym rackiem. W niemal pełnej krasie (niestety za mały mam ekran, żeby się wszystko pomieściło) wygląda na przykład tak:



Jak widać, nawet wyglądem wzorowany jest na typowym sprzęcie używanym przez gitarzystów, choć z kilkoma "ulepszeniami" wynikającymi z wirtualności urządzenia. Po lewej stronie mamy "paletę" efektów, które możemy wykorzystać, pogrupowaną na rodzaje . Środkowa kolumna to "rack mono" czyli stos efektów nakładanych przed przekształceniem dźwięku w stereo. Trzecia kolumna to "rack stereo" czyli efekty stereofoniczne. Każdy z efektów można włączać lub wyłączać, ponadto ich kolejność można dowolnie zmieniać po prostu łapiąc za dany "wiersz" w racku i przeciągając go na nowe miejsce. Nowe efekty umieszcza się w rackach przeciągając je z palety. Aby usunąć efekt ze stosu, należy kliknąć przycisk "Config mode" i kliknąć znajdujący się na odpowiednim pasku krzyżyk. Guziki minus i plus służą odpowiednio do zwinięcia wszystkich efektów do wąskich pasków (zajmują mniej miejsca na ekranie) oraz ich rozwinięcia (widać wszystkie potrzebne pokrętełka).

Do tego wszystkiego należy dodać, że każde ustawienie można zapisać jako preset i następnie kilkoma kliknięciami przywołać, gdy na przykład chcemy zmienić brzmnienie. Oczywiście aplikacja zawiera również kilka "wbudowanych" presetów, które również są do dyspozycji.

Druga aplikacja, która powinna zainteresować gitarzystów, to znowu rack efektów. Program nazywa się zresztą odpowiednio, czyli Rakarrack. Całość programu może wyglądać np tak:



Jak widać, program ma nieco bardziej komputerowy "feeling". Nie mamy tu stylowych pokrętełek, ale zwyczajne suwaczki i okienka do wpisywania liczb. Aplikacja ma ten "minus" (o ile można to nazwać minusem), że w pojedynczej instancji rakarracka (można ich naotwierać kilka i połączyć) mieści się tylko 10 różnych efektów (w guitarixie można ich upychać ile się ma w palecie). Podobnie jak w poprzedniej aplikacji efekty możemy włączać lub wyłączać i przestawiać wedle własnego upodobania, tworząc nierzadko bardzo zaskakujące brzmienia. Dużym plusem rakarracka jest bardzo duży bank gotowych do wykorzystania presetów, od czystych i prostych brzmień, poprzez ciężkie przestery aż do niemalże dźwięków syntezowanych (polecam wypróbowanie np presetu "AutoYiYa" lub "Talk to me").

Żeby było jeszcze ciekawiej, to obie aplikacje można ze sobą łączyć traktując np Guitarix jako przedwzmacniacz, a rakarrack jako właściwy efekt (dzięki takiemu połączeniu można np zredukować co nieco zakłócenia wynikające powiedzmy ze sprzętu kiepskiej jakości).

Tu w zasadzie powinienem zaprezentować kilka próbek możliwości obu programów, ale a) mój sprzęt audio składa się ze starej rozklekotanej gitary oraz karty dźwiękowej typu "wbudowane audio" (całość połączona tanim kablem z marketu, szlycznie łapie wszelkie zakłócenia) b) gitarzysta ze mnie jak z kangura kontener, c) trochę sporo z tym zachodu a ja leniwy jestem z natury.

Tak czy siak myślę, że jeśli ktoś gdzieś na strychu trzyma gitarę elektryczną, albo akustyka i dobry mikrofon (tudzież ma akustyka z możliwością podłączenia), z których nie korzysta bo nie ma pieca i pierdyliarda drogich efektów (które na dodatek zajmują mnóstwo miejsca), to może powinien pokusić się o jakiegoś linuxa i odkurzyć zarówno wiosło jak i własne umiejętności.

Można też oczywiście powiedzieć, że dupa tam, panie szanowy, komputerowe fiu bździu! Bez lampy i to co najmniej marshalla, peaveya albo mesa boogie to wsadź se pan w buty, stopa życiowa się podniesie!

W następnym odcinku może napiszę jak to wszystko ze sobą połączyć i nagrać kilka nutek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz