poniedziałek, 23 listopada 2009

Spacer po mieście

Dobrze jest czasem wyjść sobie z aparatem na miasto. Taki spacer bardzo często odkrywa rzeczy, które na codzień w pośpiechu zwyczajnie pomijamy. Bo komu chciałoby się zadzierać głowę żeby obejrzeć sobie płaskorzeźby na ścianach, statuetki, albo ozdobne zwieńczenia kamienic. A przecież jest na co popatrzeć.

Gdy tak dobrze się ogląda stare budynki, trudno oprzeć się refleksji, nad tym, jak ważna była dawniej estetyka budynku, w którym się mieszkało. Choć dziś te wszystkie maszkarony, ozdobne ościeża i kolumienki nazwalibyśmy pretensjonalnym kiczem, to jednak patrząc na fronton stuletniej kamienicy z perspektywy mieszkańca klockowatego bloku, dochodzi się do wniosku, że gdzieś, coś nam uciekło. I choć minęło już mnóstwo lat od czasów gierkowskich pudeł i architekci na nowo odkryli znaczenie estetyki, to widząc współczesne projekty domów i bloków mieszkalnych przychodzi nam na myśl, że to już nie to samo...

Tak, czy siak, dobrze jest czasem spojrzeć na własne miasto przez obiektyw aparatu. Kto wie, czym może nas zaskoczyć?

//edit: tu miały być fotki, ale niestety okazało się, że przekazywanie na blog w picasa działa, tylko tak trochę nie bardzo w sposób jakiego si ę spodziewałem, więc fotki opublikuję po powrocie na wordpress... kiedyś...

poniedziałek, 2 listopada 2009

emo-post

Nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Albo inaczej: mam takich rzeczy coraz mniej... Albo jeszcze inaczej. Może bym i miał coś do powiedzenia, ale zaraz po pomyśle, przychodzi refleksja, że po wypowiedzeniu własnego zdania prędzej czy później będę musiał je uzasadnić. Powiedzieć po co? na co? a dlaczego? A potem tłumaczyć co miałem na myśli i że zupełnie nie to, co odczytał ktoś inny. W tym momencie najzwyczajniej mi się odechciewa. Gdzieś już odszedł ten czas, gdy potrafiłem zażarcie dyskutować i toczyć boje o każde słowo. Teraz najzwyczajniej mi się nie chce. Ogólnie, czas kończyć kolejnego bloga chyba...

Zima idzie...

czwartek, 8 października 2009

TVP i DRM

The worst technology idea since the electrified nipple-clamp is “Digital Rights Management,” a suite of voodoo products that are supposed to control what you do with information after you lawfully acquire it. When you buy a DVD abroad and can’t watch it at home because it’s from the wrong “region,” that’s DRM. When you buy a CD and it won’t rip on your computer, that’s DRM. When you buy an iTune and you can’t loan it to a friend, that’s DRM.

DRM doesn’t work. Every file ever released with DRM locks on it is currently available for free download on the Internet. You don’t need any special skills to break DRM these days: you just have to know how to search Google for the name of the work you’re seeking.
-- Cory Doctorow


Od jakiegoś czasu, TVP na swoich stronach udostępnia odcinki produkowanych przez siebie seriali. W ten sposób, za niewielkie pieniądze* można przyponieć sobie chociażby Alternatywy 4, czy Siedem Życzeń, ale i obejrzeć nowsze produkcje naszego publicznego telewizjodawcy, jak Glina, czy Dom nad rozlewiskiem. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że nawet jeśli już zapłacisz za film i pobierzesz go, to pewności, że go obejrzysz, nie masz. A właściwie masz ją wtedy, gdy masz absolutnie legalnego Windowsa, z absolutnie aktualnym WMP. A dzieje się tak z powodu DRM i niestety, jeśli chcesz obejrzeć sobie dany film dajmy na to pod Linuksem, albo w innym odtwarzaczu (taki np Subedit), to se ne da. I nieważne, że zapłaciłeś. W takich sytuacjach wyjątkowo prawdziwe okazują się słowa cytowanego wcześniej Cory'ego Doctorowa:
DRMcan’t control copying, but it can control competition.


Chcesz oglądać? Kup se windows. Nie chcesz kupić? Nie oglądaj.
W takich sytuacjach zastanawia mnie jeszcze jedno. Zawsze myślałem, że biznes służy maksymalizowaniu zysku. Logicznym mi się wydawało, że maksymalizację zysku można osiągnąć na przykład maksymalnie rozszerzając ilość klientów, starając się odgryźć jak największy kawał rynku. A tu mi wychodzi, że TVP na własne życzenie uchlastała sobie jego kawałek. Można oczywiście się spierać o wielkość tego kawałka, jednakże nie zmienia to faktu, że mało kto zechce sobie wywalić kilka stów na windę, tylko po to, żeby sobie obejrzeć odcinek serialu za 5 PLN. Już prędzej poszuka sobie w necie i zwyczajnie spiraci.

Ja tam chyba sobie jednak wybiorę opcję nieoglądania. A jak będzie kasa i okazja, to kupię sobie jakieś DVD, które będzie mi się odtwarzało jak trzeba, albo pójdę sobie do wypożyczalni. Sorry TVP, na mnie nie zarobicie...

---

* 3 - 6 zł za jeden odcinek, płatne SMS i pakiety od 10 - 100 pln, płatne kartą lub przelewem

wtorek, 6 października 2009

Trudny kabaret

Jak to? Jak to się stało?
Że mi wypiłaś moje kakao?!
Przecież to mój kubeczek
To mój kubeczek z wiewiórką jest!


Klasyczny już utwór jednego z najlepszych i jednocześnie najtrudniejszych w odbiorze polskich kabaretów. Mumio, jest kabaretem działającym nierzadko w domenie totalnego absurdu, co dla wielu ludzi, skreśla tę grupę całkowicie. Absurd w wykonaniu Jacka Borusińskiego i Dariusza Basińskiego możemy podziwiać chociażby w reklamach sieci plus, z których wiele stało się już kultowymi, jak chociażby "Aczkolwiek"



czy "Kopytko"



albo "Szwedzka piosenka"



Łabudibudaj ciurlikaj nocniku
Ciurlikaj nocniku
Ciurlikaj


Jednocześnie członkowie kabaretu dają się poznać jako inteligentni obserwatorzy rzeczywistości, bezlitośnie dworujący sobie z przywar chociażby muzyków. W ich piosenkach oprócz totalnie absurdalnych tekstów można znaleźć pstryczek dany w nos na przykład przeintelektualizowanym autorom piosenek ambitnych:



ale także lubiącym playback artystom banału:



oraz zespołom z "na dorobku":



Bardzo ważną rzeczą w programach mumio jest improwizacja. Dzięki temu można być pewnym, że każde następne obejrzenie nowego wykonania znanego już skeczu, ciągle może nas zaskoczyć. Zobrazować to można na przykład skeczem "Niuniunin", który jednocześnie dworuje sobie z instytucji krytyka filmowego:

ver1.


ver2.



Niby to samo, a jednak drobne szczegóły zmieniane przez Basińskiego podczas wykonania sprawiają, że znane, a jednak nowe i zaskakujące.

Podsumowując: uwielbiam Mumio, choć czasem ich humor wymaga sporej dawki zastanowienia.

czwartek, 1 października 2009

Po przerwie, podsłuchane na jamendo

Po przerwie napiszę po prostu, że nie chce mi się komentować niczego z wydarzeń bieżących, więc po prostu zapodam kolejną rzecz trafioną swobodnym driftem na jamendo.

Zespół PARADOX!, określający swoją muzykę tagami "rock hardrock alternative grunge guitar". Muzycznie zespół ciekawy, "Partyzant" ma ciekawy głos, choć pod względem tekstów bywa różnie. Teksty celują ambitne tony, ale czasem brzmi to trochę drętwo.

Dla przykładu album "Rockowania Pokojowe"

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Podsłuchane na jamendo 2

Chyba trzeba zrobić z tego cykl :P

Tym razem znalezione przez Nivak :) Muzyka może nie jest jakaś wywalająca w kosmos, ale albumu "8-bit lagerfeuer" niemieckiego zespołu Pornophonique słucham już któryś raz i z przesłuchania na przesłuchanie podoba mi się coraz bardziej, a otwierająca album "Sad robot" w szczególności. Całość jest połączeniem rocka popu z brzmieniami i samplami ze starych gier. Moim skromnym bardzo bardzo sympatyczne, szczególnie jeśli pamięta sie stare brzęczące gierki z C-64 czy Atari.

Jak więc śpiewa Kai Richter:


Take me, hold me, show me
some bonus points
some golden coins
I need an extra life...


  


Kosmicznie wygląda to live. Jeden facet z gitarą, a drugi siedzi i klika w gameboya:



Przypomina trochę stare wykonanie przez Kraftwerka ich "Pocket Calculator", którego dokonali korzystając z zabawek takich jak Bee Gees Rythm Machine firmy Mattel, czy Stylophone'u.

Tak czy siak, Pornophonique znalazło się dzięki jamendo na moim dysku i ostatnio dość często leci.